niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 1

            Dominik Walczak otworzył oczy tylko po to, aby po chwili je zamknąć. Słońce nie znało skrupułów i już od samego rana przedzierało się przez rolety. Pierwsza myśl, która przyszła chłopakowi do głowy to to, że nigdy więcej nie posłucha ojca i nie wybierze takich jasnych rolet. Była to myśl, która co rano pojawiała się, jeśli w pokoju było zbyt jasno.
            Po chwili znów powoli otworzył oczy. Zmrużonymi patrzył na biały sufit. Jak co rano próbował przypomnieć sobie, co robił poprzedniego wieczoru, czy ojciec jest w domu i co takiego powinien zrobić tego dnia. Pamiętał, że prawie do trzeciej grał z Sikorą w trzecią cześć Wiedźmina na Xbox’sie. Nie wiedział nawet, czy jego najlepszy przyjaciel poszedł do domu, czy śpi gdzieś tam, w którymś z pokoi. Skoro siedział do tak później godziny, to musiało oznaczać, że ojca nie ma w domu. Po chwili go oświeciło. Tak, był na dyżurze. Miał wrócić do domu około godziny czternastej. Dominik jęknął cicho i schował głowę w poduszkę. Zrozumiał, że gdy już wstanie, będzie musiał posprzątać całe mieszkanie zanim ojciec wróci.
            Chłopak jeszcze przez chwilę załamywał się nad swoim marnym losem. Nie pamiętał przecież, jak wygląda teraz mieszkanie. Prócz gry nie pamiętał niczego z poprzedniego wieczora. Lub z dzisiejszej nocy. Jedyną pocieszającą rzeczą było to, że był u siebie, a nie w jakimś nieznanym mu miejscu. Już nie raz i nie dwa, budził się gdzieś, gdzie nie powinien być, a to wszystko dzięki swojemu niezastąpionemu przyjacielowi, Julianowi Sikorze.
            Gdy Dominik oswoił się z myślą, że nie wie, co zastanie w mieszkaniu, zaczął poszukiwanie swojego telefonu. Ucieszył się, gdy znalazł go tam gdzie zawsze, podłączonego do ładowarki. Gdy go odblokował, wyświetlacz wydawał mu się trochę za jasny, ale bez przeszkód odczytał godzinę. Było kilka minut po dwunastej. Chłopak musiał użyć całej swojej siły, aby nie przekląć. Już po chwili był na nogach i kierował się w stronę salonu, aby zobaczyć, czy starczy mu czasu, aby posprzątać i jeszcze ugotować obiad dla ojca.
            Mieszkanie, które Dominik zajmował wraz z ojcem było naprawdę duże, choć oczywiście nie mogło równać się z żadnym domkiem jednorodzinnym. Dwa pokoje, salon, łazienka i całkiem duża kuchnia. W tym momencie nawet taka ilość pomieszczeń przeszkadzała Dominikowi. Zawsze tak było, gdy miał sprzątać. W takich momentach zaczynał żałować, że ojciec nie ożenił się ponownie. Chłopak już od dawna nauczył się nie myśleć o swojej biologicznej matce. Pamiętał tylko jedno wspomnienie z nią związane, ale niekiedy nadal zastawiał się, czy i ono jest prawdziwe.
Kobieta, która była jego matką kucała naprzeciwko niego trzymając go za rączki. Uśmiechała się, lecz był to bardzo smutny uśmiech. Dominik nigdy nie widział jej twarzy. Była ona rozmazaną plamą, nie licząc tego uśmiechu.
- Pamiętaj kochanie, mama zawsze będzie cię kochać nawet, jeśli przez jakiś czas nie będziemy się widzieć. Ale wrócę kochanie, zawsze do ciebie wrócę.
Mały chłopczyk, którym musiał być on, sam przekrzywił lekko główkę nie rozumiejąc sensu słów. Był zbyt mały, aby to zrozumieć.
- Ale będziesz na moich urodzinach, prawda? – zapytał.
Przez chwilę twarz się wyostrzyła, a on zobaczył na policzkach kilka łez. Po tym kobieta przytuliła go mocno.
Dominik szybko otrząsnął się ze swoich wspomnień. Rzadko kiedy zdarzało mu się wspominać matkę. Teraz, gdy minęło już ponad piętnaście lat od tego wydarzenia, chłopak nie wierzył w żadne słowo, które do niego powiedziała. Niby obiecała, że wróci, ale nigdy tego nie zrobiła. A skoro nie wróciła, to na pewno nie kochała. Jeszcze kilka lat temu nienawidził tej kobiety właśnie za to, że go okłamała. Teraz, była dla niego kimś obojętnym. Nie zaprzątał sobie nią głowy, starał się nie myśleć, „co by było, gdyby”.
Dominik rozejrzał się po mieszkaniu i z radością stwierdził, że Sikora musiał wrócić do domu i że salon wcale nie wyglądał aż tak strasznie, jak się spodziewał. Z uśmiechem na ustach ruszył do łazienki. Był pewien, że o trzeciej nad ranem nie chciało mu się myć, dlatego powinien zrobić to teraz. Szczególe, że po południu miał zamiar wyjść z domu.
Wziął szybki prysznic, przebrał się w jakąś starą koszulkę i szorty, po czym ruszył do kuchni, aby choć trochę uciszyć swój żołądek. Zjadł kanapkę popijając ją szklanką soku. Nie chciał jeść zbyt dużo, bo wiedział, że i tak już niedługo będzie musiał zjeść z ojcem obiad. I do tego taki, który sam przygotuje.
Dopiero po tym niewielkim śniadaniu Dominik zabrał się za sprzątnie. Najpierw pozbierał ze stołu i z podłogi wszystkie paczki i butelki, które się tam znalazły. Następnie wytarł kurze w całym salonie i innych pomieszczeniach. Dopiero po tym zabrał się za odkurzanie. Gdy skończył, została mu prawie godzina do powrotu ojca.
Wrócił do swojego pokoju i wziął z niego telefon. Przez kilka minut przeglądał facebooka, a gdy już mu się to znudziło wrócił do kuchni i zaczął zastawiać się na obiadem. Wszyscy zawsze byli zdziwieni tym, że umie i lubi gotować. Dla niego jednak nie było to nic dziwnego. Większość swojego życia spędził z babcią, która oczywiście nie mogła się powstrzymać, aby nauczyć swojego jedynego i ukochanego wnuka gotować. Teraz chłopak był jej za to dozgonnie wdzięczny.
Gdy w końcu zdecydował, że zrobi spaghetti jego telefon na blacie zaczął wibrować. Gdy spojrzał na wyświetlacz od razu parsknął śmiechem. Zawsze tak robił. Zdjęcie, które wyświetlało się zawsze, gdy dzwonił jego najlepszy przyjaciel mówiło samo za siebie. Dominik odebrał starając się nie wybuchnąć śmiechem do telefonu.
- Jak się ma nasza śpiąca królewna? – usłyszał znajomy głos w słuchawce. Dominik przewrócił tylko oczami. – Jak wychodziłem od ciebie z mieszkania, to jeszcze spałeś niczym małe dziecko. – Parsknął śmiechem, a Walczak po raz kolejny przewrócił oczami. – Dasz wiarę, że moja mama zaczęła się o mnie martwić dopiero po dziesiątej. To skandal!
Dominik w końcu wybuchnął śmiechem, a Sikor mu zawtórował. Jego matka była nadopiekuńcza. Kiedyś normą było to, że kazała mu wracać do domu przed dziesiątą. Gdy jego przyjaciel dostał już dowód trochę jej minęło, choć nadal potrafiła dzwonić koło trzeciej lub czwartej, aby dowiedzieć się, gdzie jest. Niekiedy nawet kazała mu wracać do domu. Gdy wiedziała, że Sikora siedzi u Dominika nie dzwoniła, no chyba, że do godziny siódmej nie wrócił do domu. Dziś chyba sama musiała spać trochę dłużej, skoro zadzwoniła do syna dopiero po dziesiątej.
- Może ona też ma cię dosyć? – zapytał Dominik otwierając zamrażalkę w poszukiwaniu mięsa.
- Wiesz co przyjacielu, łamiesz moje bardzo wrażliwe serce – powiedział z udawanym przejęciem.
- A kto tego nie robi?
Przez kilka chwili w słuchawce było słychać tylko ciszę.
Dominik niekiedy miał dosyć Juliana Sikory, ale z drugiej strony nie wyobrażał sobie lepszego przyjaciela niż on. Zawsze mógł na nim polegać, nawet o trzeciej nad ranem, jeśli zaszłaby taka potrzeba. Często nie potrzebowali nawet słów, aby siebie zrozumieć. I wcale nie znali się od dawna. Poznali się dopiero w pierwszej klasie liceum. Można by było spójnie uznać, że od tego czasu są nierozłączni.
- Wyjdziesz ze mną pograć? – zapytał po krótkiej przerwie Sikora.
Dominik nieco zdziwił się tym pytaniem. Najczęściej jego przyjaciel dzwonił do niego i nie pytał o zdanie, tylko wręcz kazał mu być o wyznaczonej godzinie na miejscu. Skoro się pytał, musiało coś się stać.
- Nie mogę – powiedział Dominik. – Po południu mam się spotkać z Dianą.
Po chwili ciszy usłyszał prychnięcie. Dominik nic nie mógł na to poradzić, ale jego najlepszy przyjaciel i jego dziewczyna, Diana Nowakowska, nie specjalnie za dobą przepadali. W sumie od razu mógł powiedzieć, że nie mogli na siebie patrzeć. Jeśli przez przypadek znaleźliby się w jednym pomieszczeniu, to kłótnia była czymś normalnym. Dominik nawet nie wiedział, czemu aż tak się nie lubili. Gdy dwa lata temu Walczak chciał przedstawić swoją nową dziewczynę Sikorze, obydwoje spojrzeli na siebie z lekkim zdziwieniem. Diana przez całe to spotkanie udawał, że są sami. Gdy dziewczyna poszła na chwilę do łazienki Julian powiedział, że zna ją doskonale i nie ma najmniejszej ochoty poznać jej lepiej. Od tego momentu Dominik zastanawiał się skąd ta dwójka się zna i czemu aż tak bardzo się nie lubią. Kiedyś, gdy Julian był pijany, udało mu się z niego wyciągnąć, że chodzi o jego kuzynkę. Nie dowiedział się jednak niczego więcej. Obydwoje milczeli, nie chcąc go oświecić.
- Dobra, jak skończysz ze swoją lalunia, to zadzwoń.
Dominik nie zdążył nawet mu odpowiedzieć. Sikora rozłączył się. Niekiedy nawet on nie rozumiał swojego przyjaciela.
Gdy skojarzał na zegarek, od razu zabrał się za robienie obiadu. W między czasie napisała do niego Diana. Pisali do siebie przez chwilę, ale gdy Dominik powiedział jej, co robi, pozwoliła mu zająć się obiadem. Przez dwadzieścia minut miał spokój. Wtedy jego telefon znów zadzwonił. Planował nie odbierać, ale gdy zobaczył na wyświetlaczu zdjęcie swojego ojca, od razu zmienił zdanie.
Nie zdążył nawet się przywitać.
- Będę za jakieś piętnaście minut w domu – powiedział od razu Stanisław Walczak. – Ma do mnie przyjść pewna kobieta. Taka ciemnowłosa. Jeśli pojawi się wcześniej, wpuść ją do domu i powiedz, aby chwilę na mnie zaczekała.
Dominik zdążył tylko zapewnić ojca, że to zrobi, gdy ten się rozłączył. Chłopak nie specjalnie przejął się tym zachowaniem. W jego przypadku było to coś normalnego.
Gdy miał właśnie zacząć gotować makaron usłyszał głośne dzwonienie do drzwi. Fuknął coś pod nosem, wyłączył wodę i poszedł otworzyć drzwi. Tak jak się spodziewał, za progiem stała kobieta.  Miała ona ciemne włosy z pojedynczymi siwymi nitkami. Para ciemnych oczu wpatrywała się w niego ze zdziwieniem. Po tym na ustach pojawił się uśmiech.
- Dzień dobry – powiedział Dominik trochę zaskoczony jej uśmiechem. – Ojciec za chwilę będzie, może pani wejść.
Kobieta podziękowała mu, po czym weszła do mieszkania. W tym właśnie momencie wydarzyło się coś dziwnego. Chłopak zamknął drzwi, a gdy się odwrócił kobieta już zmierzała w stronę kuchni. Zdziwił się bardzo. Normalny człowiek zazwyczaj czekał, aż zostanie zaprowadzony do miejsca, gdzie ma siedzieć. Ta pani nie pytając nawet o pozwolenie, zrobiła to sama.
Gdy Dominik w końcu otrząsnął się z szoku, ruszył za nią do kuchni. Siedziała przy stole ze szklaną soku pomarańczowego. To również go zaszokowało, choć starał się tego nie pokazywać. Odwrócił się do niej tyłem i włączył ponownie gaz pod garnkiem z wodą.  Miał przedziwne wrażenie, że ta kobieta już tu kiedyś była. Nawet nie raz. Czemu on jednak widział ją po raz pierwszy? To go zastawiało.
- Twój ojciec był dziś w pracy? – zapytała po kilku minutach, chyba tylko po to, aby przerwać tą nieprzyjemną ciszę.
- Był na dyżurze – odpowiedział jej nie odwracając się. Wiedział, że tak nie wypada, ale nie specjalnie chciał na nią patrzeć.
Kobieta westchnęła.
- Mógł mi powiedzieć, przyszłabym innym razem.
Dominik nic nie odpowiedział, tylko przewrócił oczami. Po tym uświadomił sobie, że zrobił to już chyba czwarty raz w ciągu godziny. Nie wróżyło to niczego dobrego.
- Gdzie dostałeś się na studia?
Chłopak przestał mieszać sos na patelni. Odwrócił się do kobiety starając się zachować kamienną twarz. Skąd wiedziała, że w tym roku pisał maturę i składał papiery na studia? Ta sytuacja, co raz bardziej go przerażała. Ona go przerażała.
- Na farmację, do Poznania – odpowiedział cichym głosem.
Znał wszystkich znajomych swojego ojca. Wszystkich tych, którzy mogli coś o nim wiedzieć. Ta kobieta nie była na tej liście. Nie wiedział nawet jak się nazywa.
Właśnie w tym momencie Dominik usłyszał dźwięk przekręcanego klucza, a po chwili drzwi się otworzyły. Wyjrzał na korytarz i odetchnął z ulgą widząc ojca i trzy wielkie worki z zakupami. Przywitał się i pomógł mu wnieść je do kuchni. Stanisław Walczak przywitał się w kobietą, po czym odłożył worki na ziemię.
Młody Walczak od razu wziął się za wyjmowanie rzeczy. Ciekawiło go, kim jest ta kobieta i czemu wie o nim tak dużo.
- Dominik, idź do siebie – powiedział nagle jego ojciec. – Zostaw te rzeczy. Ja zajmę się obiadem. Idź.
Ta sytuacja w ogóle nie spodobała się chłopakowi, ale nie miał na nią wpływu. Posłusznie wyszedł z kuchni i ruszył do swojego pokoju. Zostawił otwarte drzwi, co robił dosyć rzadko. Miał nadzieję, że usłyszy, choć część rozmowy. Niestety już po kilku minutach zrozumiał, że nie będzie to możliwe. Mówili zbyt cicho, aby jakikolwiek dźwięk do niego dotarł.
Dominik miał złe przeczucia. Nie wiedział, czemu. Nauczył się już ufać swoim przeczuciom, bo bardzo często były trafne. Dlatego wyjął z szafy jensy i koszulkę. Przebrał się. Przejechał włosy grzebieniem.
Gdy szedł w stronę łazienki usłyszał urywek rozmowy.
- Marleno, zrozum, nie ma zgodności tkankowej. Przeszczep się nie uda nawet, jeśli bardzo byś się uparła.
Chłopak próbował się uspokoić. Może to po prostu była jedna z pacjentek ojca. Przez najbliższe kilkanaście minut trzymał się kurczowo tej myśli. Po tym ojciec zawołał go na obiad. Nie spodobało mu się to, że ta kobieta miała zjeść z nimi, ale nic nie powiedział. Usiadł do stołu i w ciszy zaczął jeść.
- Kto cię nauczył tak gotować? – zapytała kobieta.
Dominik wzdrygnął się słysząc jej głos. W tym samym czasie ojciec głośno chrząknął dając kobiecie coś do zrozumienia. Ona najwidoczniej nie przejęła się tym w ogóle. Patrzyła na niego wyczekująco.
- Babcia – odpowiedział jej krótko Dominik, mając nadzieję, że nie zada mu więcej pytań.
Kobieta zaśmiała się krótko.
- Że też miała cierpliwość.
Młody Walczak spojrzał na nią zaskoczony. Czyli znała jego babcię. To było coraz bardziej niepokojące.
- Marleno, przestań – powiedział nagle jego ojciec, przeszywając ją wzorkiem.
Kobieta machnęła tylko ręką.
- Przecież nic nie robię.
Dominikowi jeszcze nigdy wcześniej nie zdarzyło się, aby jadł tak szybko. Chciał wyjść z tego pomieszczenia. I prawie mu się to udało. Prawie.
Gdy wkładał naczynia do zlewu kobieta naglę klasnęła w dłonie.
- A może on się nada? – zapytała pełnym ekscytacji głosem.
Chwilę później jego ojciec gwałtownie odłożył szklankę z sokiem na stół.
- Masz natychmiast przestać, albo już nigdy więcej nie proś mnie o pomoc.
Z tonu głosu swojego ojca wywnioskował, że jest on wściekły.
- To samo mówiłeś mi przed naszym rozwodem, a sam popatrz, co robisz – odpowiedziała mu z pewną satysfakcją w głosie.
Dominik zatrzymał się w połowie kroku i odwrócił się do dwójki siedzącej przy stole. Nasz rozwód. Ta część zdania nie dawała mu spokoju. I to ona sprawiła, że jeszcze tu stał. Zaczął nawet żałować, że nie spotkał się z Sikorą. Ba, wolałby nawet, aby Diana i Sikora się spotkali niż uczestniczyć w tym obiedzie.
- Co? – zdołał tylko wydusić z siebie.
Stanisław Walczak schował twarz w dłonie i nic już nie powiedział. Kobieta siedząca obok niego uśmiechnęła się z triumfem. Najwidoczniej właśnie o to jej chodziło.
- Ojciec pewnie ci nie powiedział, kim jestem, prawda? I pewnie myślał, że nigdy się nie dowiesz. – Jej twarz nagle spoważniała. – Jestem twoją matką Dominiku.
Chłopak przez chwilę wpatrywał się w nią, póki nie dotarł do niego sens tych słów. Miał wtedy wrażenie, że życie rozpada mu się na kawałki. Spojrzał na ojca z nadzieją, że on zaprzeczy. Nic takiego się jednak nie stało. Dominik ponownie spojrzał na kobietę siedzącą przy stole. Był zbyt zszokowany, aby coś powiedzieć. Po piętnastu latach spotkał w końcu swoją matkę, kobietę, która zostawiła go, gdy miał cztery lata.
Zostawiła cię.
Te dwa wyrazy zaczęły wybrzmiewać w jego głowie. Niczym przestroga.
Ona nigdy cię nie kochała.
- Przyszłam tu dziś, bo potrzebuję pomocy dla mojej córki…
To zdanie podziałało na niego jak kubeł zimnej wody. Jej córka. Czyli miała kogoś innego. Kogoś, kogo nie opuściła.
- Nie, źle to zabrzmiało. Moja córka, jest również twoją siostrą. Młodszą siostrą oczywiście. Ona jest chora. Ma niewydolność nerek. Potrzebuje przeszczepu. Ani ja, ani twój ojciec nie możemy tego zrobić. Nie ma zgodności tkankowej. Ale może ty. Proszę cię, zgódź się na badania. Pomóż mi ją ocalić!
To było za dużo. Dominik nie mógł poradzić sobie z taką ilością informacji. Miał siostrę. Chorą siostrę. Przed nim siedziała jego matka. Prosiła go o pomoc. Aby ocalić jego młodszą siostrę.
Dopiero po chwili zrozumiał paradoks tej sytuacji. Jego matka opuściła. Nigdy się nim nie interesowała. Teraz prosi go o pomoc. Dla swojej córki.
Dominik nie chciał tego. Nie powstrzymał się jednak i wybuchnął śmiechem. Gdy w końcu się uspokoił zauważył, że ojciec patrzy na niego z wściekłą miną, a kobieta, która uważa się za jego matkę patrzy na niego z lekkim przerażeniem.
- Zostawiłaś mnie – zaczął Dominik, mimo iż widział minę swojego ojca mówiącą, że ma się nie odzywać. – Obiecałaś, że wrócisz. Obiecałaś, że będziesz na moich urodzinach. Nie przyszłaś. Nie interesowałaś się moim życiem. A teraz przychodzisz do mnie i prosisz o pomoc dla swojej córki. – Chłopak widział, jak kobieta otwiera usta, aby go poprawić. Twojej siostry. – Teraz ja potraktuję cię tak, jak ty mnie. Mam w dupie, co się z nią stanie! Nigdy nie pomogę ani tobie, ani jej. Obie jesteście mi obce. Nie chcę mieć z wami nic wspólnego. Tak samo jak ty ze mną przez ostatnie piętnaście lat!
Dominik nie czekając na żadną reakcję z ich strony, ruszył do swojego pokoju. Wziął portfel i klucze z biurka i włożył je do swojej kieszeni. Po tym ruszył w stronę drzwi wyjściowych.
- Dominik, choć tutaj – usłyszał swojego ojca.
Nie interesowało go, że jest na niego wściekły. Nie miał ochoty tu siedzieć. W tempie błyskawicy założył buty, po czym wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami. Będąc już na korytarzu wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer Sikory. Po dwóch sygnałach jego przyjaciel odebrał.
- Widzę, że dziś szybko poradziłeś sobie ze swoją lalunią – powiedział z radością w głosie Julian Sikora.
- Muszę się z Tobą zobaczyć – powiedział mu od razu Dominik.
Chłopak najszybciej jak tylko umiał schodził po schodach. Chciał znaleźć się jak najdalej od swojego mieszkania.
- Za dziesięć minut, tam gdzie zawsze – powiedział mu po chwili Sikora.
- Dziękuję – odpowiedział z wdzięcznością, po czym się rozłączył.


Layout by Anaya